Wyzwolenie obozu w Holiszowie

Dzisiaj przypada 75 rocznica wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego dla kobiet w czeskim Holiszowie przez żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych. To jedyny przypadek, gdy polski oddział i to partyzancki wyzwolił obóz koncentracyjny poza granicami kraju. W tym roku ze względu na epidemię nie odbędą się uroczystości w Holiszowie przy tablicy upamiętniającej to wydarzenie.

5 maja 1945 roku żołnierze Brygady Świętokrzyskiej NSZ pod dowództwem  ppłk. Antoniego Szackiego ps. „Bohun” – „Dąbrowski” wyzwolili z niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Holleischen – filia KL Flossenbürg w Holiszowie około 700 kobiet w tym 167 Polek i ponad 200 Żydówek oraz  Czeszki, Francuzki, Holenderki, Belgijki, Rumunki, Jugosłowianki i kobiety innych narodowości. Udana akcja ocaliła więźniarkom życie. Do niewoli wzięto ok. 200 esesmanów i 15 strażniczek. W walce rannych zostało 2 polskich żołnierzy.

 

Wspomnienia żołnierza BŚ NSZ z wyzwolenia obozu w Holiszowie:

„Obóz broniony był szeregiem bunkrów z ciężkimi karabinami maszynowymi, umieszczonymi na skraju zabudowań, z załogą około 200 esesmanów, żołnierzy i dozorczyń. Do obozu prowadził most ponad dość głęboką rzeką, który należało szybko przeskoczyć, by dostać się do zabudowań. Ponieważ las dochodził pod same baraki, kompanie podeszły już z rana pod obóz i obserwowały ruch na jego terenie. Rozkaz do uderzenia nastąpił o 11.30 – w momencie, gdy Niemcy znajdowali się w jadalni. Zaskoczenie było zupełne. Nagle zatupotały nogi po drewnianym moście i biegiem rozlewały się kompanie po terenie pełnym baraków. Słychać jakieś  strzały, padają słowa komend, rozlega się „hurra”.  Widać podnoszące się ręce. W innym końcu obozu pada kilka strzałów. (…)

W niecałe pół godziny cztery bunkry zostały opanowane. Po stronie niemieckiej są ranni. Żołnierze przenoszą ich na punkty opatrunkowe do naszych sanitariuszek.

A w obozie… histeryczna radość! Kobiety nie chcą uwierzyć, że są wolne, że skończyła się ich niedola, cierpienia, głód, poniewierka, że nie grozi im śmierć!

Trudno opisać i wyrazić radość tych kobiet. Te wynędzniałe, wychudzone, obdarte cienie ludzkie rzucają się na kolana, czołgają  się do nóg żołnierzy, całują ich buty, ich ręce. Łzy radości, łzy szczęścia!

Po zdobyciu obozu zauważono dwa baraki stojące z boku, otoczone drutami kolczastymi, szczelnie zaryglowane, dookoła nich beczki wypełnione jakimś płynem. Od wewnątrz dochodzą ciche jęki, jakby w chwili konania. Kiedy Niemcy na nasz rozkaz otworzyli baraki, ukazał się w nich niesamowity widok. Pełzające po ziemi ciała kobiet, wśród własnych wydzielin, były przeznaczone na spalenie żywcem w momencie zbliżania się wojsk amerykańskich. Z baraków wypełzały cienie ludzkie ze spojrzeniem bliskim obłąkania. Makabryczny widok 280 Żydówek.

Czyż można opisać ich radość z odzyskania wolności? Jest coś w duszy najbardziej zatwardziałego człowieka, czego nie da się wyrazić żadnymi słowami. Tego widoku nie da się opisać.”

Żołnierze Brygady Świętokrzyskiej NSZ i grupa uwolnionych więźniarek  z wyzwolonego 5 maja obozu w Holiszowie podczas apelu [?], autor: nieznany, 5 maj 1945 r. (fot. z zasobu IPN: IPNBU-2-4-27-46-1)

 

Wspomnienia p. Jean Michelin de Clermont Ferrand, więźniarki francuskiej z obozu w Holiszowie:

„Strażnicy na służbie podnoszą ręce do góry i opuszczają broń. Asystujemy przy zdumiewającej scenie nie do zapomnienia – wychodzenia wszystkich strażników z rękami do góry oraz dozorczyń schodzących ze schodów z pakunkami, które upuszczają, podnosząc ręce do góry. Porzucają płaszcze i torebki. Następuje kolej na komendantki, a dalej na komendantów, którzy oddają pistolety polskim partyzantom…

…Zbiegamy ze schodów, drzwi bloków otwierają się nie wiem, jakim sposobem, w tempie niesłychanie szybkim. Dowódca obozu, który schował się w bocznym budynku, został wyciągnięty i oddany w ręce Polaków. (…)

W następnych dniach wielu więźniarkom z Holiszowa udało się zobaczyć dozorczynie w obozie Polaków. Powracają podekscytowane, opowiadając o ich wygolonych głowach, bosych nogach, razach, jakie otrzymują. Żadna z nich nie została rozstrzelana. Będziemy reprezentowane, gdy będą je sądzić.”

Źródło: Jerzy Jaxa-Maderski, Na dwa fronty. Brygada Świętokrzyska NSZ. Przeciwko Niemcom, Sowietom i komunistom, wyd. Mireki 2013.

Z podziękowaniem od więźniarek obozu w Holiszowie dla dowódcy i żołnierzy NSZ (źródło: konto FB Leszka Żebrowskiego)

Po II wojnie światowej, Brygada Świętokrzyska NSZ była najbardziej „wyklętym” oddziałem w komunistycznej Polsce, a jej żołnierze byli prześladowani i skazywani na śmierć. Wielu z tych żołnierzy pochodziło z Kielecczyzny. W kieleckim więzieniu przy ulicy Zamkowej zostali zamordowani oficerowie Brygady Józef Chmielewski „Aleksander” i Stanisław Grabda „Bem” oraz strzelec Leszek Krysiak. Tutaj byli osadzeni, przesłuchiwani i torturowani skoczkowie i żołnierze patroli pieszych BŚ: Zygmunt Rafalski „Sulimczyk”, Włodzimierz Kołaczkiewicz „Zawisza” , Aleksander Życiński „Wilczur”, Tadeusz  Świtek „Białek”  czy porwani przez komunistów z terenu Czech Mieczysław Dubowski „Ryczek” i Władysław Kiczka ”Ryś” oraz wielu innych, często jeszcze nie znanych.